Dyscyplinarny cud nad Wisłą

przez | 27 sierpnia 2018

Czyli wspomnienia Rzecznika Dyscyplinarnego po posiedzeniu Wydziału Dyscypliny w dniu 10 lipca 2018 roku

Zarządziliśmy zebranie

W dniu 10 lipca 2018 roku o godzinie 15:00 w siedzibie PZBS odbyło się zebranie Wydziału Dyscyplinarnego wraz z Rzecznikiem Dyscyplinarnym. Stawili się wszyscy, jeśli liczyć Piotra Ilczuka, który uczestniczył zdalnie na Skype, niemniej zdawało się to nie mieć większego wpływu na przebieg zebrania. Zaprosiliśmy też z głosem doradczym Lecha Zakrzewskiego w charakterze konsultanta prawnego.Cele posiedzenia obejmowały:

  • klaryfikacja i udoskonalenie postępowania dyscyplinarnego
  • klaryfikacja roli i odpowiedzialności poszczególnych podmiotów w postępowaniu
  • wydanie orzeczeń w dwóch sprawach – wniosek o dobrowolne poddanie się karze (proste) oraz sprawa Zachodniopomorskiego WZBS (zupełnie nieproste).

Wydaje się niewiele, ale na tle ostatniego roku wydawał się bardziej niż mniej ambitny. Byłem przekonany jednak, że cel jest realny, a że sprawa owego WZBSu była skomplikowana i męcząca – miałem nadzieję, że rozwiązanie czegoś takiego pchnie w nas wiarę we własne siły i zachęci do kolejnych spraw. Gdybym wtedy wiedział, jak to dalej się potoczy, to bym przynajmniej serwisanta do ekspresu do kawy zamówił…

Mały krok dla ludzkości, ale duży dla WD

Dyskusja o samym procesie przebiegała dość sprawnie i konstruktywnie. Gdy już mieliśmy mniej więcej pogląd na to jak powinno to wyglądać zajęliśmy się najprostszą sprawą (uznanie wniosku o dobrowolne poddanie się karze w trybie uchwalonym na WZD 2018). Bez większych niespodzianek wniosek przyjęto i koło 16:45 padło pierwsze prawomocne orzeczenie o winie od dłuższego czasu. Rozległy się oklaski, pojawiły się pierwsze uśmiechy, uzupełniono kubki z kawą i przeszliśmy do dalszej sprawy. Przy okazji pomachaliśmy Tomkowi – termin spotkania był dla niego niedogodny, ale zgodził się przyjechać na te dwie i pół godziny, a potem wracać szybko do swoich zobowiązań w Krakowie. Nikt nie miał wątpliwości, że było warto.

Godzina próby – PZBS vs ZZBS

Około 17:00 rozpoczęło się procedowanie głośnej sprawy Zachodniopomorskiego WZBS (ZZBS). Z uwagi na zawiły charakter – WD w porozumieniu z Rzecznikiem i Prezesem ZZBS zdecydował o odbyciu się rozprawy (zamiast standardowego postępowania elektronicznego). Termin rozprawy wyznaczono na 17:30. Obwiniony reprezentowany był przez Prezesa Zarządu ZZBS, który miał brać udział w posiedzeniu drogą telefoniczną. To był moment próby. Nie dość, że rozprawa, to jeszcze z udziałem telefonicznym – nikt z nas nie czuł się komfortowo, WD nie składa się z regularnych bywalców sądów. No ale od początku wszyscy wiedzieli, że taki jest plan. No nic, zestaw konferencyjny poszedł w ruch, jeszcze ustaliliśmy kto zacznie i komu przekaże głos, a po chwili nerwowo słuchaliśmy sygnału oczekiwania z głośnika.Prezes ZZBS odpowiadał na pytania Składu Orzekającego, odnosił się do wątpliwości, podkreślał co nim kierowało, kiedy zorientował się że coś nie wyszło, jak starali się naprawić swoje czyny… Trwało to blisko pół godziny. Muszę powiedzieć, że zrobił na nas świetne wrażenie. Atmosfera zaczęła się od bardzo napiętej, niemniej im dłużej trwało połączenie tym swobodniej wszyscy oddychali. Nikt przecież nie chciał wymierzać tak surowej kary jak stało we wniosku o ukaranie, a iście w zaparte nie pozostawi nam innego wyboru. Tutaj jednak było odwrotnie – aktualny Prezes ZZBS robi na nas wrażenie bardzo rozsądnej osoby, jego zapewnienia brzmią wiarygodne i wielokrotnie wyraża chęć kooperacji z PZBS – można było śmiało złagodzić proponowaną karę. Przy okazji jako Rzecznik Dyscyplinarny przy świadkach, potwierdzam że wcześniejsze deklaracje pomocy przy sprawach dyscyplinarnych są w mocy, a część obiecanych działań już wdrożono. To dla mnie ważne by było jasne, że PZBS wprawdzie broni pilnowania procedur przy skazywaniu, a przede wszystkim prawa do obrony oskarżonych, ale na pewno nie staje w obronie ich występków. Chyba mi się udało przekonać, że intencje są szczere. A są szczere, bo już mam ból głowy na samą myśl o sprawach, które będę musiał z tego tytułu prowadzić. No nic, wiedziałem na co się piszę, pluć sobie w brodę będzie jeszcze czas.Podziękowaliśmy Prezesowi i rozłączyliśmy się. Zapadła cisza. „Jak mi poszło?” zapytał Jacek, który prowadził rozmowę i dokładał wszelkich starań by rozprawa miała poprawny charakter formalny, a wszystkie konsekwencje były jasne dla reprezentanta obwinionego. Rzuciłem jakieś krótkie „bardzo dobrze”. To nie była prawda. Było lepiej niż bardzo dobrze. Teraz mi trochę głupio że jakoś wyraźniej wtedy tego nie zaznaczyłem, ja tak niestety mam że nie potrafię w dobrym momencie jasno zaznaczyć jak bardzo coś doceniłem. Może przynajmniej teraz się uśmiechną to czytając.

:)Salę opuściły zbędne osoby, bo tak trzeba, i Skład Orzekający rozpoczął naradę sporadycznie zasięgając opinii prawnej. Od teraz zresztą takie postępowanie stało się standardem i przyznam, że byłem aż zaskoczony jak szybko się wszyscy do tego przyzwyczailiśmy, że pewne rzeczy są za zamkniętymi drzwiami.Jest 19:30. Schodzimy się wszyscy do sali konferencyjnej, bo skład orzekający zakończył obrady. Nieobecnych, zajętych pilnym naprawianiem ekspresu do kawy, zapoznaje się z orzeczeniem, dogadujemy ostatnie fragmenty formalne. Dzwonimy do Prezesa ZZBS. Mówię, że dzwonimy z decyzją i jeśli to dobry moment, to ją przedstawimy. „Tak oczywiście, słucham uprzejmie”. Jacek zabiera głos, informuje co zdecydowano, nakreśla konsekwencje poszczególnych aspektów, przedstawia ścieżkę odwoławczą. Reszta szeptem ustala, że może coś źle zostało zrozumiane, Sandra szybko podsuwa karteczkę Jackowi, Jacek sprawnie kontynuuje „… jeszcze dla pełnej jasności, chciałbym uściślić że” i ubiera karteczkę w ładne słowa. Prezes ZZBS proponuje by karę wymierzyć jemu osobiście mimo, że jest nowym Prezesem ZZBS i nie był bezpośrednio powiązany z niektórymi działaniami. Jacek doradza, że można dokonać darowizny na WZBS, ale pod koniec wypowiedzi pęka i mówi wprost, że WD było pod wielkim wrażeniem wystąpienia Prezesa i drastyczne zmniejszenie kary jest efektem pracy Prezesa, więc takie rozwiązanie było by wbrew intencjom Wydziału. Biuro PZBS wysłało notę, kto tak naprawdę zapłaci nie wiemy, ale wiemy kto na pewno oszczędził ZZBSowi niemałej kwoty, której ściąganie zawieszono na okres próby i ograniczył tę kwotę do zupełnego minimum – Prezes ZZBS naprawdę się spisał.

Plan wykonany?

Jestem zadowolony, zaczynam zgarniać dokumenty, zamykam laptopa, rozłączam zestaw konferencyjny. „To co jeszcze mamy?” pyta Sandra. Nie rozumiem, patrzę na Igora i Piotrka – podobnie jak ja mają uśmiech już nie tylko na twarzy, ale też gdzieś tam głębiej w sobie, ale w odróżnieniu ode mnie nie wyglądają jakby gdziekolwiek mieli się zamiar wybierać. Patrzę zdezorientowany na Jacka „No lecimy dalej, dobrze idzie!”. „Jak już jesteśmy to zamykamy co możemy” dodaje Igor, a Piotrek potwierdza. Nie mam wydrukowanych akt z postępowania wyjaśniającego, nie mam wydrukowanych wniosków o ukaranie, to chwile zajmie…Zaraz! Przecież omyłkowo wydrukowałem wniosek o ukaranie… ŁZBS. Ja jestem, skład orzekający bez konfliktu interesów się zbierze, Jacek jest wiceprezesem WZBS więc może reprezentować. Ledwo skończyłem drukować kolejną sprawę już był werdykt. „Następna!” słyszę. Tym razem jestem gotowy. Przedstawiam sprawę, ktoś się wyłącza. Środowisko jest małe, powiązań multum, a WD ma tylko 5 osób – składy często są automatyczne, bo dwie osoby prawie zawsze są wyłączone. Chwila moment i zestaw konferencyjny ponownie w użyciu, kolejne zeznania, zaczyna się narada i tym razem nikt nie prosi mnie o opuszczenie sali. Nie musi. Jestem na korytarzu przy ksero i w pośpiechu spinam akta kolejnej sprawy w 4 egzemplarzach. „Ile to się będzie nagrzewać i czy to nie może dziać się szybciej?!” – nie wiem ile razy zadawałem sobie to pytanie. Niejednokrotnie miało to miejsce również kuchni w trakcie czyszczenia kolejnego elementu ekspresu….Kolejne godziny z mojej perspektywy były w zasadzie automatyczne. Drukowanie, przedstawianie sprawy Wydziałowi, wysłuchanie obrony obwinionego, opuszczenie sali, drukowanie, wysłuchanie orzeczenia, przedstawienie sprawy… Jedyne elementy niestałe (ale częste) to kolejne starcia z ekspresem, doraźne doradztwo prawne i podniesione głosy z sali konferencyjnej. Procedura była automatyczna, ale orzeczenia zdecydowanie nie. Każdy z trzech członków bieżącego składu orzekającego walczy o swoje poczucie sprawiedliwości. Nieodmiennie osiągają jakiś konsensus. Czy zawsze sprawiedliwie? To subiektywne, ale na pewno nie dało się wymyślić nic lepszego choćby debaty trwały do końca świata. W razie czego jest II instancja – wiemy, że jak komuś werdykt wyda się niesprawiedliwy, to może się odwołać. Czas leci dalej w tym trybie, a ja się zaczynam martwić ile jeszcze papieru jest w drukarce. Dostrzegam jakieś ryzy za szafką – chyba mają papier, ale zanim sprawdzę, to może jednak ten nieszczęsny ekspres. Jest, działa! Pierwsza kawa od dłuższego czasu leci ciurkiem do kubka, a z sali znowu słyszę „jest werdykt!”. Referuję kolejną sprawę, zbieram kubki po kawie do uzupełnienia i wracam do spinania kolejnych dokumentów.

Chyba już nic…

Nagle zmiana w rutynie – na pytanie WD „co mamy jeszcze?” odpowiadam niepewnie „chyba nic” zamiast rozdawać kopie dokumentacji do kolejnej sprawy. Odpowiedź niepewna, bo część spraw nie wisi u nas, a w części nie dało się skontaktować, więc trzeba odłożyć no bo prawo do obrony to jedna z najważniejszych spraw. Podsumowujemy co mamy i wyznaczamy osoby do sporządzenia orzeczenia. 9 razy uznano winę, 2 sprawy umorzono, 2 sprawy są w Zarządzie PZBS i 2 spraw nie udało się zamknąć. Wyszło mi, że jak dodać dni na które te sprawy czekały i które zamknęliśmy, to lekką ręką 10 lat wyjdzie. „O tyle się czuję starsza” rzuca Sandra, a my się śmiejemy, bo wszyscy czują to samo. Z perspektywy sądzę, że przybyło nam nie tylko siwych włosów, ale też 10 lat mądrości i doświadczenia. Jeszcze kilka godzin temu zaczynaliśmy niemal od zera. Oczywiście jeszcze sporo pracy przed nami. Orzeczenia, to jedno, ale są jeszcze notatki do sporządzenia – przecież ktoś może chcieć się odwołać, albo których z uprawnionych podmiotów zażądać akt. W porównaniu do pracy, która była do odwalenia- teraz to jednak pikuś. 🙂

Zbliża się 22, wychodzimy zmęczeni, ale zadowoleni. Wraz z Jackiem musimy jeszcze odpowiedzieć sobie na pytanie jak to na Zarządzie podsumować. Jak to może być tak, że jeszcze kilka tygodni temu grzmimy, nie widać perspektyw ani na współpracę ani na mocno formalne orzeczenia, a tu nagle między jednym a drugim posiedzeniem Zarządu załatwiliśmy wszystko co było do załatwienia. „Cud nad Wisłą” śmiał się Igor Chalupec następnego dnia gdy Zarząd zamilkł nie wiedząc co powiedzieć na taki obrót spraw.

Wpis oryginalnie zamieszczony był na Facebooku:
https://www.facebook.com/notes/marcin-was%C5%82owicz/dyscyplinarny-cud-nad-wis%C5%82%C4%85/2143876269018325/

Jedna myśl nt. „Dyscyplinarny cud nad Wisłą

  1. Pingback: A co na to RODO? – Dyscyplina krok po kroku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *